czwartek, 1 września 2011

Film: Jutro idziemy do kina.

Znowu obchodzimy. Co oznacza, że jak mantra napataczają się w telewizji polskiej te same obrazy i dźwięki. Film Kwiecińskiego sprzed 4 lat jest akurat przykładem dobrego rzemiosła, ale ogólnie bywa różnie, że miękko zafilozofuję.

Nagrano go rok przed całkiem udanym "Czasem honoru", którego czwarty sezon startuje za chwilę w TVP1. W obydwu produkcjach mamy nawet tę samą parę matka-syn w wykonaniu Katarzyny Gniewkowskiej i Jakuba Wesołowskiego. Twarz uroczej pani majaczyła mi wczoraj niejasno jako wybitnie stylowo-dworkowa i dopiero dzisiaj zdałam sobie sprawę, że znam ją z ekranizacji "Między ustami a brzegiem pucharu" Rodziewiczówny. Dużo się oglądało :)

Nie jest to jakieś mistrzostwo świata pod względem zdjęć, montażu, czy innych aspektów technicznych. Powiedziałabym raczej - opowieść dość przyjemna, jeśli nie zabrzmi to dziwnie w kontekście fabuły: mamy rok 1938 wzwyż, czyli aż do 1 września 1939 i podpatrujemy losy trójki świeżych maturzystów. Panowie kochają, zapijają i wyjadają morelowe powidła palcami. I na tym polega przyjemność oglądania. Nie ma dla mnie bowiem nic bardziej przykrego, niż oglądanie postaci świadomych ideologicznie, których żadna wojna bez butów nie zaskoczy. Nawet dziecinna wiara, że oto wszystko skończy się za kilka dni, świetnie określa stan świadomości w tej epoce. Po drugiej stronie oceanu już rok wcześniej wiedziano, że wojna wybuchnie i że my zostaniemy pokonani. Za dużo frazesów, ułańskiej fantazji w finansowaniu jazdy konnej versus za mało pieniędzy włożonych w ciężkie uzbrojenie. Tymczasem panowie mają dopasowane mundury, dworki szemrzą żywopłotami, miłość kiełkuje gwałtownie. Damięcki wygląda bajecznie, aż wybacza się mu ten napuszony wywiad o wspaniałości jego rodziny, na chwilę przed tym, jak jego ojciec okazał się współpracownikiem. Reasumując, warto spędzić trochę czasu przed ekranem, nawet jeśli nie jest to bardzo wielki film :).
__________
* scenariusz do filmu Michała Kwiecińskiego (2007) napisał Jerzy Stefan Stawiński, scenarzysta "Kanału" Wajdy (1957), "Eroici" Munka (1958), "Krzyżaków" Forda (1960), a ostatnio "Pułkownika Kwiatkowskiego" Kutza (1995).

2 komentarze:

  1. Trochę mnie rozczarował, ale może dlatego, że spodziewałam się arcydzieła, a wyszło - jak wspomniałaś - dobrze, ale nie genialnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. To film telewizyjny? Takie miałam wrażenie. Trochę mało było w nim przestrzeni ... albo ... no nie wiem jak to określić :)

    OdpowiedzUsuń