wtorek, 18 października 2011

Muzyka: Alchemy. Dire Straits.

Nie ukrywam, że w tej chwili jest to płyta, której ciężko jest mi słuchać. Najlepszy album koncertowy zespołu  żeruje na emocjach, porusza, a w zasadzie kopie sentymentalizm. Gdy człowiek jest walnięty takim buciorem, trudno się lekko nie rozkleić. Przy siódmym numerze odnajduję motywy z drugiego, dostaję gęsiej skórki w czasie solówki, która przekazuje więcej uczuć niż słowa. Okładka płyty to reprodukcja obrazu, jakieś skrawki pomiędzy którymi wzrok przyciągają czerwone usta.

Zamiast oceniać, bo nie da się inaczej niż 6/6, myślę o losach muzyki na żywo i względnym pojmowaniu piękna. Album ma już 27 lat. Gdy słyszymy solówki mamy pewność, że nie chodziło o tło dla wygibasów osób w bieliźnie, które dają czas frontmanowi na przebranie się w nowy kostium. Muzyka, tak jak okładka, zbudowana jest z dopieszczonych kawałeczków i po kilkakrotnym przesłuchaniu zdajemy sobie sprawę, że wszystko tu pasuje. Brzdąkania nie są dłużyznami, tylko częścią koncertu. Knopfler jest 27 gitarą wszech czasów wg Rolling Stone, ale i bez tej informacji domyślicie się, że jest dobry. To dwudzieste siódme miejsce jest przecież tylko umowne. Można sobie obejrzeć ten koncert na youtube i pomyśleć "co za brzydki facet". Potem wrócić do chwili obecnej i zrobić w myślach skan twarzy wszystkich ówczesnych pięknych. Zobaczyć jak się zestarzeli bez talentu. In the end, każdy wygląda tak, jak na to zasługuje.

3 komentarze:

  1. Nazwisko gitarzysty coś mi mówi, mam wrażenie, że już kiedyś miałam okazję go posłuchać, ale nie mogę w tej chwili skojarzyć... No cóż, chyba muszę odwiedzić youtube :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Moja ulubiona piosenka w dwóch częściach:

    http://www.youtube.com/watch?v=-J9veEaOLnI
    http://www.youtube.com/watch?v=MONrUR0pivY

    Długie (4 min.) intro jakby z innej parafii, łagodne przejścia, zwolnienia i przyśpieszenia, i ta gitara taka bez wysiłku ... genialne ... a na drugiej części solówka od 2:33 bezpretensjonalna i prosta, dociska serce :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No właśnie, wiedziałam, że skądś go znam! :) Przesłane przez Ciebie Brother In Arms poznałam już po kilku sekundach, ale tak to już ze mną jest, że czasem nie kojarzę po nazwiskach i tytułach, pamiętam tylko samą muzykę ;) Muszę zaznaczyć go sobie na last.fm i rozejrzeć się za płytą żeby potem znowu nie zapomnieć...

    A The Nun's Story niestety nie widziałam, ale postaram się to nadrobić :)

    OdpowiedzUsuń