wtorek, 20 sierpnia 2013

Zmiotki 1.

Bywa, że widzimy lub czytamy coś zupełnie przypadkowego-przypadkiem, bo np. siedzimy przed ekranem i sytuacja powoduje, że nie możemy się ruszyć, albo idziemy do kina z (cudzymi) dziećmi, albo pada deszcz. W każdym razie, chcemy dobrze, a potem nie potrafimy powiedzieć o tym fakcie nic dobrego. Do tego są zmiotki. Dzisiaj filmowe z mojego, kinowego roku 2011.

Legendy Sowiego Królestwa: Strażnicy Ga'Hoole
(Legend Of The Guardians: The Owls Of Ga'Hoole), reż. Stern & Orloff, 2010. Dobry komputerowy bajer. Wspaniale widać każde piórko poruszające się na wietrze. Niestety fabuła oparta o historię nazizmu trąci tak odruchowymiotnym dydaktyzmem, że już 12-latkowi może uszkodzić mózg. Jeśli już koniecznie oglądać, to w 3D.

Ślubne wojny (Bride Wars), reż. Gary Winick, 2009. Komedia z Kate Hudson i Anne Hathaway. Produkt oparty na mitologii o ślubie jako "najpiękniejszym dniu w życiu każdej kobiety". Oglądałam lecąc nad Atlantykiem ... dwa razy. Programy takie jak "Rich Bride, Poor Bride" albo "Say Yes To The Dress" są zabawne, ponieważ widzimy w nich (zazwyczaj) nieciekawe pasztety, które pod koniec odcinka w 90% dalej wyglądają jak nieciekawe pasztety, tylko o tym nie wiedzą. W filmie aktorki wyglądają modelowo, więc ten aspekt komediowy odpada. Reszta o niczym. Hathaway ładnie biega.

09/21/11 - tekst powyższy napisałam z datą patrz na lewo. Rozśmieszył mnie. Domyślam się, że jest niedokończony, ale teraz już kompletnie nie pamiętam o jakim knocie jeszcze chciałam napisać. I tych tworów nie pamiętałabym wcale, gdyby nie archiwum. Pomysł jednak podtrzymam zdając sobie sprawę z istnienia płodów umysłu, które nie zasługują na post osobny, bo ich poziom knotowatości nie wzniósł się ponad zwykłą wysokość skoszonej trawy w której leżą. Zobaczymy co tam nam przyniesie rok 2013.
To może Justin Bieber?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz