wtorek, 20 sierpnia 2013

Muzyka: Sanz - moja miłość

Nie było mnie, bo mi się nie chciało. W archiwach spoczywa całe mnóstwo recenzji ponapoczynanych jak urodzinowe torty. Będe kończyć. Lub wyrzucę. Tymczasem chciałam napisać o miłości. Uderzenia były kilkakrotne i z różnych przyczyn. A to nuciłam "La Torturę" w 2006, a to zalewałam się łzami w 2009 pod jakiś kawałek z płyty "En tren de los momentos", dość przyznać, że w grudniu roku poprzedniego doznałam poważnego uszczerbku na duszy - jej część zaanektował na stałe mały Hiszpan, którego nie nazywam inaczej jak mi Chan, mi capitan, mi jefe lub mi peque. Są różne muzyki. Jest Billy Joel. O nim też napiszę, bo też go kocham. Nie "też". K o c h a m, po prostu. Będzie recenzja "Cienia wiatru", bo czytam. Ale chcę, żeby czytelnicy zdawali sobie sprawę z jednej rzeczy. Nie unikniecie tutaj recenzji wszystkich płyt Alejandro Sanza. Nie miejcie też żadnych złudzeń, że któraś nie będzie mi się podobała. Nie mam zamiaru was oszukiwać ^..^.


Secundo. Chana zaczęłam słuchać ponownie ponieważ kilka miesięcy wcześniej wdepnęłam na cudowne mielizny latin popu. Mogłabym tu napisać wam notkę biograficzną, że wszystko zaczęło się od Meksyku dwa lata temu, gdzie na balkonie na dziewiątym piętrze siedziałam bez dolnej bielizny patrząc na Morze Karaibskie, i że częścią tej historii są rzewne filmiki z fragmentami telenoweli "Mar de Amor", gdzie uroki swe rozsiewał pięknych kształtów Mario Cimarro, a dowiedziałam się o istnieniu Mario Pieknych Kształtów z awataru mojego internetowego przyjaciela z filmwebu.pl, w 80% geja, ale ... nie będę tu relacjonować zagubionego roku 2012, bo nawet mnie on już niewiele obchodzi, tym bardziej więc was. W skrócie: zaczęłam słuchać latin popu, gdy zaczęłam się uczyć hiszpańskiego. Na razie napiszę tylko, że nie rozumiem tej label: latin pop. Ale będę o tym jęczęć więcej przy okazji recenzji. Aha. Nie jestem nastolatką. Jestem stara. Mogę oczywiście napisać coś o Justinie Bieberze, jeśli ktoś będzie nalegał, ale na razie znam dwie jego piosenki i wiem, że chodzi w spodniach z kupą. Mogłabym być matką jakiejś fanki Biebera. Tylko sobie pomyślcie! Ale nie jestem. Mam dwa koty. Tyle na dziś.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz