sobota, 19 kwietnia 2014

Książki: Cienie wiatru, C.R. Zafón.

Odurzyłam ten blog z powodu recenzji jaką przeczytałam w q-ltura-lnym notanikuAnn tej właśnie książki, którą An oceniła na 8/10 (tzn. miałam odkurzyć, ale gdzieś poszłam i wracam teraz). Czy ja wystawiam oceny? Niech no sobie przypomnę (rzut oka na stare wpisy). Nie. Dość wyraźnie piszę: podoba się, nie podoba, więc uznałam, że nie będę używała skali, żeby nie czuć się jak w pracy. To ma być przyjemność. Czytanie i słuchanie, złośliwe krytykowanie innych ma być moim czilałtem od bezmyślnego ostemplowywania schabowego w fabryce :). Nie będę też konkurowała ze wspomnianą recenzją, tak tylko informuję bez ukrytych sensów, że zaczęłam pisać, bo mi się przypomniało, że gdzieś mogę.


Czy jedna książka może zmienić życie człowieka? Zawsze czytam zajawki na okładkach, a sama fabuła zaczyna się dla mnie źle. Gdy głównym bohaterem książki lub filmu jest dziecko lub pies, tulę uszy. Już się nie identyfikuję. Daniel Sempere ma latem roku 1945 lat dziesięć. To jest wiek którym spokojnie można zamęczyć dorosłego czytelnika. A jednak nie męczyłam się pierwszymi stronami (niemęczenie się miało miejsce w wakacje, ale doskonale pamiętam to dobre uczucie). Jest Barcelona i od czego jest google earth? Sprawdzam nazwy ulic rzucane od niechcenia przez narratora i zostaję nagrodzoną mroczną geografią miasta. Z chłopca staje się Daniel młodym mężczyzną w Barcelonie lat 50-tych, a książka, którą wynajduje na samym początku na Cmentarzysku Zapomnianych Książek, daje napęd całej pięciusetstronnicowej (nie wiem czy tak się odmienia to przedostatnie słowo, którego bardzo chciałam użyć) fabule. Jest więc tajemniczy nieznajomy bez twarzy, pierwsza miłość i pierwsza miłość, pomocnik księgarza z wysoką gotowością mowną, Fermin Romero de Torres, spotkany w chwili niefortunnej i będący później źródłem ciekawych sentencji takich jak "miłość jest jak wędlina: jest salami i jest mortadela", jest w końcu Hiszpania frankistowska mająca sporo swoich fanów na filmwebie (zawsze jakiś glut się zjawi, któremu się nie podoba rzeczywistość ukazana w "Labiryncie fauna", bo uważa, że było lepiej). Fabuła utknęła dla mnie na matczynych pragnieniach Jacinty Coronado - w tym momencie odłożyłam książkę na ... ponad osiem miesięcy nużąc się stroną 285 w wydaniu MUZY. Zdaję sobie sprawę, że nie było to sprawiedliwe - gdy wróciłam, dokończyłam drugą część w jeden dzień. Byłam ciekawa jak autor wybrnie z nieco magicznego realizmu pewnych postaci, ale z biegiem kartek nie wydarzyło się w tej historii nic dla niej nienaturalnego. Co jest pochwałą. Świetny kawałek literatury popularnej do której można spokojnie wrócić kilka razy. Jak i sięgnąć do dalszej części serii, co zapewne niebawem uczynię.
__________
* Carlos Ruiz Zafón, La sombra del viento (2001), tłum. Beata Fabjańska-Potapczuk & Carlos Marrodan Casas (2005), w wydaniu  Warszawskiego Wydawnictwa Literackiego MUZA z 2013. Autor jest Barcelończykiem z urodzenia. Kiedy więc pisze o bryzie od morza, wie o czym pisze :). Od tego wszystkiego chce mi się wsiadać w któryś Ryanair i lecieć na zachód słońca.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz